lodowa
  • Awaria lodówki w letnie upały

  • Szczelnie zamykane wejście znajdowało się zwykle po północnej stronie zbocza. Przednią ścianę murowano z kamienia. Podłogę stanowiło klepisko wysypane piaskiem. Wydrążona w zboczu ziemianka zastępowała naszym prapraprababkom lodówkę. Bo przecież od zawsze ludzie jakoś musieli sobie radzić z przechowywaniem żywności.

    Dziś lodówka jest tak oczywistym sprzętem w kuchni, że wydaje nam się, jakby zawsze z nami była. Chłodzi, mrozi, miewa też różne bajery, choćby kostkarkę twistową, czy funkcję wakacje, pozwalającą zaoszczędzić prąd, gdy nie ma nas w domu.

    Dopóki lód się nie stopił
    Właściwie to nie powinnam używać określenia lodówka, bo lodówki to były kiedyś. Dziś są chłodziarki albo chłodziarko-zamrażarki. By utrzymać w ich wnętrzu niską temperaturę, nikt już do nich lodu nie wkłada, bo nie są szafkami z drewnianą obudową i metalowym wnętrzem, które chłodziły, dopóki lód w pojemnikach się nie stopił. Reklamowała je pod koniec XIX sama Lucyna Ćwierczakiewiczowa, autorka słynnych książek kucharskich.
    Takich lodówek nie należy mylić z lodowniami. Były osobnymi budyneczkami, w których dzięki różnym zabiegom, udawało się utrzymywać niską temperaturę nawet w upały.
    Na lodownie mogli sobie pozwolić tylko bogaci Polacy – były zwykle przy dworach. Nieco ubożsi mogli sobie zrobić niby-lodownię w postaci dobrze zabezpieczonego dołu wykopanego w ocienionym pagórku. Wchodzenie do jednych i drugich pomieszczeń obwarowane było surowymi zasadami, po to, by chronić wnętrze przed ciepłym powietrzem.
    Lód do lodowni zwożono zimą, wycinając go z zamarzniętych tafli wody na rzekach i jeziorach. Bryły rozbijano we wnętrzu i… polewano gorącą wodą, co powodowało, że pojedyncze fragmenty zamieniały się w jednolitą lodową masę, która potem wolniej topniała.
    W takich lodowniach przechowywano mięso, ryby i inne szybko psujące się artykuły żywnościowe, np. masło. Można w nich było schłodzić napoje i trunki na letnie dworskie przyjęcie czy zrobić lody. A nawet ulżyć bardzo gorączkującym chorym, przygotowując lodowate okłady.

    Owinąć w pokrzywy albo do studni
    Jeszcze wcześniej, kiedy o lodowniach albo o takich lodówkach, jakie polecała Ćwierczakiewiczowa, nikt nie myślał, też z przechowywaniem żywności radzono sobie całkiem nieźle. Nawet z szybko psującym się mięsem. Kiedy trzeba je było krótko przechować, owijano je w pokrzywy, a potem w lnianą szmatkę nasączoną octem. Kiedy musiało przetrwać dłużej w dobrym stanie, po prostu je zasypywano solą, albo zalewano solanką. Potem wystarczyło mięso wymoczyć. Podobnie postępowano z rybami, grzybami itp.
    Można też było np. po świniobiciu zalać kawałki mięsa lub wędliny tłuszczem w kamiennych naczyniach. Niekiedy gospodynie zalewały mięso mlekiem lub serwatką, ale to pozwalało na jego zakonserwowanie na znacznie krótszy czas. Istniejącym zarówno przed wiekami, jak i dziś sposobem jest wędzenie albo po prostu suszenie (to ostatnie popularniejsze jest oczywiście w krajach o cieplejszym od naszego klimacie).
    Najstarsi z czytelników mogą jeszcze pamiętać, jak do chronienia produktów przed wysoką temperaturą wykorzystywało się studnie. Do wiadra należało wstawić garnek z mlekiem, śmietaną, mięso, a następnie spuścić je do studni, zawieszając nad lustrem wody. Niezłym sposobem było też ustawienie gara w potoku. Oczywiście wcześniej należało go przykryć pokrywą obciążoną kamieniem i obłożyć kamieniami.

    Ojciec idei lodówki
    Można zaryzykować twierdzenie, że pierwszymi, którzy już przed wiekami mieli lodówki we własnym domu byli żyjący w ostrym nordyckim klimacie Wikingowie. W miejscu najbardziej oddalonym od rozpalanego na klepisku ogniska, wykopywali głęboki dół. Na dnie układali lód, a całość zabezpieczali deskami i mchem. Być może robili tak też Słowianie.
    Ten sposób, podobnie jak pozostałe, to wciąż jednak nie było to, co dawałoby gospodyniom domowym komfort przechowywania żywności, a zwłaszcza swobodnego do niej dostępu o każdej porze.
    Mijały lata, a do chłodziarki w dzisiejszym wydaniu wciąż było daleko. Ważny krok w kierunku jej powstania zrobił amerykański inżynier i fizyk Jacob Perkins. Wśród jego wielu patentów znalazł się też w 1835 r. patent na cykl chłodzenia oparami. Rok wcześniej zauważył, że niektóre płyny pracując, powodują schładzanie. Chcąc zademonstrować odkryte przez siebie zjawisko, poprosił grupę mechaników o skonstruowanie modelu urządzenia chłodniczego. Po pewnym czasie maszyna wytworzyła trochę lodu.
    Perkins uważany jest dziś za ojca idei lodówki. Podobny pomysł miał 30 lat wcześniej inny amerykański wynalazca, Oliver Evans, ale nigdy go nie sfinalizował w postaci urządzenia. Efekt schładzania, a konkretnie chłodzące działanie eteru, zauważył też mieszkający w Australii szkocki drukarz John Harrison. W 1862 r. pojawiły się jego pierwsze lodówki, ale nie były jeszcze stosowane w domu.
    Pierwszą elektryczną domową lodówkę skonstruował w 1879 r. niemiecki inżynier Carl von Linde. Dopiero w 1913 r. trafiła w Chicago do sprzedaży pod nazwą Demerle. Miała drewnianą obudowę, a na zewnątrz, na jej szczycie, znajdował się mechanizm chłodniczy. Równocześnie z nią lodówki pojawiły się w Niemczech. Były obłożone ceramicznymi kaflami i – podobnie jak te amerykańskie – upiornie drogie.

    Mewa była pierwsza
    Trochę lat musiało minąć, zanim lodówki stały się bardziej dostępne dla zwykłych mieszkańców rozwiniętych krajów Zachodu i USA. Przed II wojną światową nie należały już tam do rzadkości. A w filmach z lat 50. XX wieku są standardowym wyposażeniem zachodnich kuchni. W Polsce gospodynie musiały trochę dłużej czekać, ale dziś już także w każdym polskim domu jest lodówka.
    Warto wiedzieć, że pierwszą polską chłodziarkę absorpcyjną Mewa o całkowicie polskiej konstrukcji wyprodukowano we Wrocławiu w 1957 r. Istniejąca na obrzeżach Wrocławia fabryka, znana milionom Polaków też pod dawną nazwą Polar, specjalizuje się teraz w produkcji chłodziarek, chłodziarko-zamrażarek i zamrażarek. Przejęta została przez spółkę Whirlpool Polska.
    Obecne lodówki zdecydowanie różnią się od tych sprzed kilkudziesięciu, a nawet kilkunastu lat. Kiedyś były tylko chłodziarkami. Dopiero w 1939 r. powstały te z zamrażarkami. Lodówkę, w której chłodziarka i zamrażalnik są w oddzielnych modułach wynaleziono w 1996 r., a dwudrzwiową – rok później.
    Dziś lodówki są, dosłownie, do wyboru i do koloru. Dawno przestały być tylko białe. Mogą mieć system No Frost, dzięki któremu nie musimy ich nigdy odmrażać, dystrybutor wody, kostkarkę do lodu, a na drzwiach elektroniczny panel sterowania. Niektóre posiadają komorę świeżości, szufladę z kontrolą wilgotności, systemy Multi Flow, AirFlowMultiflow, VitaFresh plus SuperCooling, a nawet mini barek w drzwiach.
    Czy jest coś gorszego niż awaria lodówki w letnie upały? Chyba tylko sytuacja, kiedy padnie nam internet.

    Grażyna Zwolińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *