ciasteczka
  • Ciasteczka niekoniecznie na serce

  • Ciężkie chwile miała ostatnio moja kuzynka. Jej mąż dostał zawału. Wprawdzie dziś zawał zwykle nie ma tragicznego zakończenia, bo większość zawałowców uchodzi z życiem, ale nie jest to przecież bagatelne zdrowotnie zdarzenie.

    Jak już kobieta ochłonęła, a mąż po wstawieniu mu w szpitalu kilku stentów do tętnic wieńcowych czuł się coraz lepiej, zaczęła się zastanawiać, co było przyczyną zawału.

    – Przecież Andrzejek jest szczupły. Tylko brzuch mu się ostatnio taki większy zrobił. Ale co ma brzuch do serca? Poza tym nigdy nie palił papierosów. Masła nie lubi. Margaryną kromki smarowałam mu oszczędnie. Nie przepada za tłustym mięsem. Od wielkiego dzwonu zjadł kawałek wędzonego boczku. Lubił sobie wprawdzie wypić piwo, ale przecież nie w wielkich ilościach. W wielkich ilościach to on jadł herbatniki, paluszki, chipsy, czekoladki i inne słodkości. Ale nie tył od tego, więc nic nie mówiłam. No, może za dużo siedział w fotelu, ale on nigdy nie przepadał za spacerami. Jego sąsiad dwa razy grubszy, golonkę wcina i nic. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie – podsumowała kuzynka.
    – A czy wiesz, że lekarz kazał mu te wszystkie herbatniki i słodkości odstawić? – dodała. – Powiedział, że na serce niezdrowe. Ale zaraz gdzieś poleciał i nie zdążyłam dopytać, o co mu chodzi. Nigdy nie słyszałam, żeby ciasteczka szkodziły na serce. O, i kazał dużo spacerować. Chyba będę musiała psa Andrzejkowi sprawić, bo inaczej nic go z domu nie wyciągnie.

    W sklepie na półce nie leżą
    Pies na pewno mężowi mojej kuzynki nie zaszkodzi. A o co chodzi z ciasteczkami?
    Naściągałyśmy sobie różnych lektur, z internetu, a jakże… Zaprosiłyśmy koleżankę, która „wszystko wie”, bo na okrągło jakieś medyczne książki czyta. No i na koniec doszłyśmy do wniosku, że lekarz miał rację: rzeczywiście trzeba Andrzejkowi dać szlaban na słodkości, chipsy itp. I to wcale nie tylko z powodu cukru w słodkościach czy soli w chipsach, ale z powodu tłuszczów trans, których w tego typu produktach nie brakuje.
    Te tłuszcze są gorsze od tych w maśle czy w smalcu. Jakoś o nich nie pamiętamy, a często nawet nie wiemy o ich istnieniu. Pewnie dlatego, że na sklepowych półkach tłuszcze trans nie leżą obok kostek masła, pudełek z margarynami czy butelek z olejami. Kupić je można tylko razem z innymi produktami jako ich składnik. Nawet o tym nie wiedząc.

    Czym więc są tłuszcze trans?
    – Zacznijmy od tego, że generalnie kwasy tłuszczowe dzielą się na nasycone (są np. w maśle, smalcu, tłustych mięsach, kiełbasach itd.) i nienasycone (te są w olejach i np. w tłustych rybach, takich jak makrela, śledź, łosoś). Nasycone uważa się za niezdrowe, nienasycone za bardzo zdrowe. To tak najogólniej –zaczęła swój uczony wywód znajoma.
    – Wiemy, wiemy.. – chciałyśmy powiedzieć, ale na wszelki wypadek postanowiłyśmy siedzieć cicho.
    – Tłuszcze trans, a więc te najbardziej niezdrowe, powstają ze zdrowych jak najbardziej olejów roślinnych w wyniku ich utwardzania, a ściślej uwodornienia. Podczas tego procesu olej roślinny wzbogacany jest o cząsteczki wodoru i poddany bardzo wysokiej temperaturze. Proces utwardzania powoduje, że z płynnego oleju powstaje tłuszcz w postaci stałej – kontynuowała.
    – No właśnie. To dlatego można z niego robić margarynę w kostkach lub taką w pudełkach, bardziej miękką do smarowania pieczywa – wyrwała się kuzynka.
    – Utwardzony olej ma wyraźnie większą trwałość niż płynny. Dodany np. do ciasteczek, herbatników czy gotowych babek piaskowych albo pierników zapewnia im długi termin przydatności do spożycia. A także kruchość i dobry smak. Lubicie ciasteczka, prawda? A fryteczki i pączusie?– spytała znajoma.
    Ze wstydem przyznałyśmy, że tak.
    – No właśnie. Ja też lubię. A przecież tłuszcze trans powstają także w olejach używanych wielokrotnie w smażalniach frytek albo podczas smażenia pączków w zakładach piekarskich.
    – To co? Nie jeść?
    – Jak już musicie, to rzadko. A najlepiej same sobie usmażcie frytki czy pączki na świeżym oleju – doradziła. I dodała, że tłuszcze trans występują też samoistnie w tłustym mleku i jego przetworach oraz w mięsie (najmniej ich w kurczaku i wieprzowinie, najwięcej w baraninie i wołowinie). Badania nad wpływem naturalnych transów na nasze zdrowie dają sprzeczne wyniki.

    Kiedy tłuszcz „zamieszka” w brzuchu
    Przemysłowe kwasy tłuszczowe trans obarcza się odpowiedzialnością za wzrost przypadków chorób układu sercowo-naczyniowego. Z badań wynika, że tłuszcze trans wyraźnie podwyższają stężenie złego cholesterolu (LDL). Jego nadmiar odkłada się w ścianach tętnic i powoduje miażdżycę. A od tego już krok do zawału serca lub udaru. Ale to nie wszystko. Wprawdzie nasycone kwasy tłuszczowe, np. te z masła czy smalcu też mogą mieć takie działanie, ale tłuszcze trans oprócz tego dodatkowo obniżają poziom dobrego cholesterolu (HDL) i podnoszą stężenie trójglicerydów. To jeszcze bardziej zwiększa ryzyko choroby niedokrwiennej serca i zawału.
    Tłuszcze trans zwiększają też ryzyko wystąpienia cukrzycy typu drugiego. Sprzyjają wzrostowi masy ciała i tkanki tłuszczowej, przede wszystkim tej trzewnej, czyli wewnątrzbrzusznej. Szczególnie niebezpiecznej dla zdrowia.
    – Można być szczupłym, bo tłuszcz, jak u twojego Andrzejka, „zamieszka” w brzuchu. I to ten najgorszego rodzaju, bo gromadzi się wokół ważnych organów i wytwarza związki, które zwiększają ryzyko chorób serca – straszyła moją kuzynkę znajoma. – Dlatego lepiej nie przesadzać z ciastkami, biszkoptami, krakersami, produktami czekoladowymi, pączkami, frytkami, chipsami, krakersami, paluszkami i innymi słonymi przekąskami.

    Światełka w tunelu
    Można powiedzieć, że wystarczy dokładnie czytać etykiety na produktach, żeby ustrzec się tłuszczów trans. Otóż nie! W Polsce nie ma obowiązku podawania, czy dany produkt je zawiera. W USA to obowiązkowe.
    Jest jednak światełko w tunelu. Rok temu europosłowie uznali, że sam obowiązek oznakowania występowania w produktach żywnościowych tłuszczów trans nie wystarczy. Powinien być wsparty obowiązkowym ograniczeniem ich stosowania. Nie później niż w ciągu dwóch lat Komisja Europejska ma przedstawić odpowiedni projekt. Producenci też mają być zobowiązani do szukania alternatywnych tłuszczów do swojej żywności. Niektórzy z nich, także polscy, już to zresztą robią. W ciągu ostatnich lat procentowa zawartość tłuszczów trans choćby w margarynach znacznie spadła. Najmniejsza jest w tych miękkich do smarowania. Z ciastkami jeszcze bywa różnie. Nałożenie na producentów obowiązku podawania zawartości tłuszczów trans, premiowałoby tych, którzy naprawdę starają się je ograniczać w swoich produktach.
    Dużo zależy też od polityki konkretnego kraju. Prekursorem w ograniczaniu tłuszczów trans była Dania, gdzie już w 2003 r. zakazano ich stosowania. W wielu krajach władze starają się ograniczyć ich używanie. Tak jest np. w Kanadzie, Holandii, Finlandii, Belgii, Austrii, Szwajcarii, Argentynie, na Węgrzech. W USA tłuszcze utwardzone mają być wycofane z produktów spożywczych do 2018 r. W Polsce też coraz bardziej dostrzega się ten problem.
    O tym jak polityka państwa wpływa na producentów czy handlowców najlepiej świadczy przykład barów pewnej światowej sieci. Zawartość izomerów trans w sprzedawanych w nich frytkach w latach 2004-2006 w Danii wynosiła 0,8 proc. Natomiast w Nowym Jorku – 23 proc., a w Polsce 18 proc.
    – Opowiem o tym wszystkim mojemu Andrzejkowi. Może łatwiej mu będzie odstawić swoje ukochane ciasteczka i chipsy. Ja chyba też je odstawię – podsumowała kuzynka.

    Grażyna Zwolińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *