oman
  • Karaiby Orientu

  • Chyba nikt nie przepada za późną jesienią. Deszcz, chmury i wiatr wprowadza fatalny nastrój. Każdy szuka choć trochę słońca. Słyszeliśmy od znajomych, że świetną miejscówką o tej porze jest Oman. Spojrzeliśmy na mapę. Daleko.

    Zanim zdecydowaliśmy się polecieć, przejrzeliśmy wszystko co jest dostępne w internecie. Uzbrojeni w taką wiedzę ruszyliśmy. Podróż była długa i męcząca (międzylądowanie w Turcji), ale było warto.
    Zatrzymaliśmy się w hotelu opodal Salalah. Pięknie położony z dobrym jedzeniem i świetną obsługą. Przez trzy dni wylegiwaliśmy się na plaży. Uznaliśmy, że trzeba pojechać do miasta, żeby zobaczyć jak naprawdę wygląda życie w Omanie. Wycieczki jakie oferował hotel były bardzo drogie (60-150 dolarów od osoby). Nas było sześcioro. Wypożyczyliśmy duże auto dla wszystkich. I to rozwiązanie polecamy wszystkim. Pełna niezależność i paliwo po… 1 zł za litr. Można jeździć.
    Zwiedziliśmy miasto i oczywiście wybraliśmy się do lokalnej restauracji na obiad. Jedzenie w Omanie nie jest zbyt wyszukane, ale za to bardzo smaczne i niedrogie. W menu dominuje kuchnia indyjska i pakistańska. Ryżowe dania Biriyani, zupy i dużo daktyli.
    Dowiedzieliśmy się, że mężczyźni i kobiety w Omanie jadają w osobnych pomieszczeniach (w restauracjach i domach). Oczywiście nie wymaga się tego podziału od turystów, można poczuć się jednak nieswojo będąc jedyną kobietą czy jedynym mężczyzną w pomieszczeniu przeznaczonego dla płci przeciwnej. Wyjątek stanowią rodziny, które jadają w restauracji w specjalnych strefach dla nich przeznaczonych.
    Restauracja to słowo trochę na wyrost, ponieważ jada się na podłodze, a obrusem jest folia rozłożona na dywanie. Przed wejściem ściągamy obuwie i siadamy na poduszkach. Po chwili dostajemy menu i zamawiamy. Wzięliśmy przekrój tego co oferuje kuchnia omańska, czyli baraninę, wołowinę i drób. Nie wzięliśmy ryby, bo nie byliśmy pewni czy nam nie zaszkodzi. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Trochę potem żałowaliśmy. Wszystkie potrawy były bardzo dobre. Cała uczta zakończyło selfie z właścicielem i rachunkiem opiewającym na… 120 złotych (z napiwkiem).
    Oprócz restauracji dobrze i tanio zjeść można w tzw. coffee barach. Małe knajpki, które oferują kilka dań. Znajdziemy je na każdej ulicy. To takie omański fast food, ale bardzo smaczny i zdrowy.
    Na deser warto spróbować omańskich słodyczy – wyborne daktyle i półpłynną chałwę. Do tego łagodna, omańska kawa doprawiona kardamonem.
    Po południu pojechaliśmy w góry. Fantastyczne widoki i stada… wielbłądów. Trzeba uważać, bo niespodziewanie wchodzą na jezdnię. Co kilka kilometrów ostrzega o tym znak drogowy podobizną tego sympatycznego garbusa. Wieczorem wróciliśmy do hotelu i przez kolejne dni znowu wylegiwaliśmy się na plaży. Przed wyjazdem w biurze powiedziano nam, że Oman to Karaiby wschodu. I z tym zgadzamy się bezapelacyjnie.
    Gdyby ktoś zapytał czy pojechalibyśmy tam jeszcze raz, odpowiadamy. TAK i jeszcze raz TAK. Bezpieczny kraj z miłymi ludźmi i dobrym jedzeniem. Do tego słońce i ciepła woda w oceanie. Czego trzeba więcej?
    red

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *