teneryfa
  • Królik a la Teneryfa

  • Co zrobić gdy nie znosi się zimy? Najlepiej wyjechać tam gdzie jest ciepło. Pojawia się oczywiście pytanie czy nas na to stać? Spieszymy z odpowiedzią. Za niecałe 100 euro można polecieć tanimi liniami na Teneryfę (w obie strony). Na miejscu czeka przepyszne jedzenie i 24 stopnie Celsjusza. Czyż nie jest to kusząca perspektywa w pełni zimowego sezonu?

    My polecieliśmy. Rozgościliśmy się po jej wschodniej stronie, u stóp Los Gigantos. Będąc tu warto wybrać się na wycieczkę statkiem, z którego widok skał jest niezapomniany. Nie można pominąć oczywiście najwyższego szczytu Teneryfy i całej Hiszpanii czyli Pico del Teide (3718 m npm). Ostatni odcinek pokonujemy kolejką linową, która w 8 minut, zawozi nas na szczyt. Może się jednak zdarzyć, że z powodu zbyt silnego wiatru nie uda nam się stanąć na czubku góry.

    Na Teneryfie są dwie strefy klimatyczne, które rozdziela łańcuch górski. Cieplej jest na południu wyspy. Najbardziej znane miejscowości to Playa de las Americas – nowoczesny ośrodek turystyczny, gdzie oprócz plaż znajdują się centra handlowe, liczne bary, kawiarnie i dyskoteki. Dla nas zdecydowanie za głośno. Plaże na wyspie pokryte są czarnym, wulkanicznym piaskiem. Bardzo drobnym i bardzo gorącym. Trzeba pamiętać, żeby na stopach zawsze mieć jakieś klapki. Bardziej znane plaże to Playa de las Vistas i Playa del Camison. Białe plaże na wyspie są sztuczne tzn. biały piasek został przywieziony z Afryki. Znajdziemy je w okolicach Costa Adeje. Najbardziej znane to Playa Fanabe i Playa del Duque.

    Na północy koniecznie trzeba zobaczyć dolinę Orotava niedaleko Puerto de la Cruz. Wspaniały widok. Dolina uznawana jest za najbogatszy rejon wyspy. Będąc w tym miejscu warto odwiedzić Loro Parque, jeden z najbardziej znanych parków na świecie. Naszym zdaniem nieco przereklamowany, choć pokazy delfinów, fok oraz pingwinarium są jedyne w swoim rodzaju. Bardzo słona cena wejściówki.

    Nie sposób pominąć Maski, wioski zagubionej pośród gór i widokiem na Atlantyk. Miejscowi zapraszają również do Icod de los Vinos, które słynie z drago ogromnego drzewa smoczego, które ma 1000 lat. Jest wysokie na 15 metrów, a jego średnica u podstawy wynosi 6 metrów. Warto wstąpić, choć na chwilę, na kawę, do Garachico, gdzie oprócz urokliwej starówki można zobaczyć naturalne baseny utworzone przez skały.

    Podczas wszystkich naszych wycieczek staraliśmy się próbować miejscowych pyszności. Najlepsze dania podawane są w małych, lokalnych knajpkach i tam radzimy kierować swoje kroki. Dużo taniej niż gdzie indziej i potrawy dużo smaczniejsze. Obiad zaczyna się zawsze od podania pieczywa, masła, sera i oliwek. Chyba, że wyraźnie odmówimy przystawki. Trzeba bowiem pamiętać, że jest ona dodatkowo płatna. Podawany ser jest najczęściej kozi.

    Podstawą kuchni są ryby – grillowane lub pieczone. Rzadziej spotykane są skorupiaki, np. krewetki czy langusty, ale oczywiście w lepszych restauracjach można je zamówić. Często można znaleźć sardynki, a także smaczne vieja – czyli gotowaną, podobną do karpia rybę. Sancocho to potrawa z suszonej ryby gotowanej ze słodkimi kartoflami, cebulą i czosnkiem. Kanaryjska kuchnia udowadnia także, że wymieszanie solonej ryby i smażonej wieprzowiny może być smacznym i dobrym posiłkiem – conchero.

    Z kolei puchero to jednogarnkowa potrawa z wołowiny, wieprzowiny, słoniny, suchej kiełbaski (chorizo), groszku, kukurydzy i wszystkich sezonowych warzyw, które akurat są dostępne. Naprawdę wyborne. Kulinarnym symbolem Wysp Kanaryjskich jest jednak mojo – czyli sos z oliwy, octu, soli i dużej ilości czosnku. Z ziołami (pietruszką i kolendrą) to mojo verde, a z czerwonym pieprzem i papryką to ognisty mojo picon. Sosy te podawane są najczęściej z papas arrugadas czyli pomarszczonymi, małymi ziemniakami z Teneryfy, które gotowane są w osolonej wodzie. Zjada się je ze skórką, chociaż obowiązku nie ma, można i bez.

    W restauracyjnych kartach dań zawsze znajdziemy królika (conejo), podawanego z mojo picon i papas arrugadas. Typową potrawą jest al salmorejo – królicze mięso jest najpierw marynowane, a następnie duszone. Na deser polecamy banany, które uprawiane są na miejscu. Smaczniejsze i bardziej aromatyczne niż te z Ameryki Południowej, które można kupić u nas. Do obiadu obowiązkowo musimy spróbować miejscowych win, których gatunków jest niezliczona ilość. I wszystkie wyśmienite. Na zakończenie dla lepszego trawienia zamawiamy kawę cafe solo (międzynarodowa nazwa „espresso”). W przeciwieństwie do zwykłej czarnej kawy cafe cortado zawiera odrobinę mleka. Jako trzeci wariant podaje się con leche – czyli kawę z dużą ilością mleka. Dla zwolenników kawy mocniejszej (z alkoholem) polecamy carajillo. Słowem pakujemy się i kierunek Wyspy Kanaryjskie. Na pewno nie będziecie żałować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *