natto fotka 3
  • Najzdrowszy produkt świata

  • Rozmowa z Markiem Kołodziejskim, który od trzech lat produkuje Natto, według naukowców, najzdrowszy produkt świata.
    Jesteśmy w firmie Ton Color, która chyba wszystkim zielonogórzanom kojarzy się raczej z elektroniką, a nie z jedzeniem. Co się takiego wydarzyło, że rozszerzył Pan swój biznes o żywienie?
    Jak zawsze, wszystko było trochę dziełem przypadku. Po skończeniu kolejnej dekady życia postanowiłem zrobić profilaktyczne badania przesiewowe. Okazało się, że ciśnienie i cholesterol podwyższone, a wyniki kolonoskopii bardzo słabe. Lekarz przepisał leki i powiedział, żebym się już tym oswoił, bo do końca życia będę je brał. Medykamenty wykupiłem, ale jak wróciłem do domu, zacząłem się zastanawiać czy nie można tego zmienić w sposób mniej chemiczny. W końcu nie jestem jeszcze starcem i chciałbym cieszyć się życiem bez lekarstw.
    I wtedy co, zajrzał Pan do Googla?
    Tak, oczywiście. To wielka skarbnica wiedzy, jeśli wie czego się szuka. Zgłębiając temat wpadłem na witaminę K2. Okazało się, że jest to witamina, która aktywuje osteokalcynę czyli białko, które odpowiada za budowanie kości, a przy okazji zabiera z organizmu cały wapń nie dopuszczając. by tworzyły się blaszki miażdżycowe. Okazało się też, że jest jeszcze jedno białko, MGMT, które powoduje, że to co się odłożyło w tętnicach, jest przenoszone do kości czyli witamina K2 może spowodować oczyszczenie wszystkich moich żył ze złogów, obniży ciśnienie i przy okazji zadziała profilaktycznie.
    Rozumiem, że wtedy zwrócił Pan uwagę na japońskie Natto.
    Tak, bo okazało się, że dzięki czterem różnym składnikom, które są w tym produkcie mogą rozwiązać się moje problemy zdrowotne, tzn dzięki witaminie K2mk7, enzymowi zwanemu nattokinazą, izoflawonom sojowym oraz bakteriom probiotycznym (Bacillus Subtilis Natto). Nattokinaza upłynnia krew jest bezpieczniejszym i silniejszym środkiem niż aspiryna, a dodatkowo rozpuszcza skrzepy. Zmniejsza poziom cholesterolu, obniża zbyt wysokie ciśnienie krwi, nie dopuszczając do związanych z tym poważnych chorób.
    Czyli witamina K2mk7 jest swego rodzaju fenomenem.
    Jak najbardziej. Witamina K2-mk4 znika z organizmu bardzo szybko, praktycznie po kilku godzinach. Natomiast K2mk7 jest obecna przez 3 doby, a przez pierwszą na niezmienionym poziomie. I wystarczy jej raptem 50 mikrogramów. 100 gramów Natto zawiera ok. 1100-1200 mikrogramów tej witaminy. Wystarczy więc spożyć jedną łyżeczkę dziennie by zapewnić sobie właściwą ilość K2mk7.
    To był moment podjęcia decyzji o produkcji?
    Tak. Uznałem, że jeśli nie mogę tego kupić, muszę to wyprodukować. Zamówiłem w Japonii specjalny starter do wyprodukowania pierwszej partii. Wydawało się, że to bardzo proste. Minęło jednak pół roku, zanim mogłem powiedzieć, że się udało.
    Od tej chwili Natto jest w Pana jadłospisie obowiązkowe.
    Dokładnie. Już po kilku tygodniach poprawa była piorunująca.
    Głównym „sprawcą” takich efektów jest bakteria o nazwie Bacillus Subtilis Natto, która powoduje fermentację soji i nadaje jej charakterystyczny smak i wygląd.
    Tak jest. Podczas fermentacji powstaje enzym nattokinaza, który rozrzedza krew i zapobiega powstawaniu skrzepów. Odkrył to japoński lekarz Hiroyuki Sumi, który zbadał i oznaczył ten enzym w 1980 roku. Nattkinaza, co ważne, nie drażni śluzówki żołądka, w przeciwieństwie do np. aspiryny. Ja zawsze mówię, za japońskimi lekarzami, że enzym ten upłynnia krew. Ponadto bakteria ta jest bardzo odporna, dostaje się do jelita grubego, wpływając na stan bakterii kwasu mlekowego i masłowego. Zapewnia właściwą ilość błon śluzowych i poprawia perystaltykę jelit. Możemy to odczuć już po dwóch tygodniach. W toalecie. Trzeba dodać, że konsekwencją tego dobrego stanu jelit jest spadek masy ciała.
    Niektórzy narzekają na smak i konsystencję Natto. Soja im nie smakuje, a ten śluz powoduje odruch.
    No cóż, potraktujmy to jako lekarstwo. To tylko łyżeczka dziennie, którą można zjeść z musztardą, która dobrze niweluje smak soi. Dla tych, którzy nie są w stanie zjeść w takiej formie, mamy wersje suszone.
    Niektórym ludziom spożywanie soi nie służy (np. są uczulone lub chorują na tarczycę albo mają problem z fitoestrogenami), dlatego postanowiłem „zarazić” bakterią cieciorkę, soczewicę i fasolkę adzuki. Po wielu próbach rośliny te osiągnęły wygląd taki jak soja, a smak jest bardzo zachęcający.
    Mówił Pan wcześniej o izoflawonach. Co to takiego?
    To grupa organicznych związków chemicznych występujących w roślinach. Działają w organizmie ludzkim podobnie jak hormony. Izoflawony sojowe zawarte w Natto wspaniale oczyszczają jelita z nagromadzonych w nich złogów, usuwa substancje toksyczne mogące powodować powstawanie komórek rakowych. Ponadto pozwala uniknąć zatrucia organizmu, którego przyczyną jest zarówno palenie papierosów, jak i spożywanie alkoholu. Naturalny fitoestrogen zawarty w sfermentowanej soi pomaga w złagodzeniu skutków menopauzy u kobiet. Natomiast mężczyzn chroni przed przerostem i nowotworami prostaty, stabilizując poziom testosteronu.
    Wspomniał Pan, że Natto pomaga przy odchudzaniu. A pańska waga spadła? Nie wygląda Pan na człowieka, który walczył w życiu z otyłością?
    Rzeczywiście nie byłem grubasem, jednak w ciągu tych prawie trzech lat schudłem ok. 8 kg czyli kilka, kilkanaście dag miesięcznie.
    Zalety i dobre właściwości Natto to jedno, ale zmiana trybu życia to drugie. Nie możemy go traktować jako panaceum na wszystko.
    Bez wątpienia. Żeby wyzdrowieć nie wystarczy zażywać, trzeba zmienić tryb życia. NA ZAWSZE! Mam na myśli dietę i ruch. To nie musi być sport wyczynowy. Wystarczy spacer, może nordic walking, jak ktoś lubi, to rower albo basen.
    A jak wygląda Pana dzienna dieta? Oprócz łyżeczki Natto, oczywiście.
    Jeśli chodzi o diety, to wypróbowałem praktycznie każdą. I żadna się nie sprawdziła, zwłaszcza te eliminujące. Uważam, że jeść należy wszystko (chyba że są przeciwwskazania lekarskie), tyle że z umiarem. Dieta powinna być jak najbardziej urozmaicona.
    Dzisiaj z samego rana wypijam dwie szklanki wody izotonicznej, którą możemy przygotować sami (do szklanki przegotowanej wody dorzucamy maleńką szczyptę soli i kilka kropel cytryny). Właściwe nawadnianie to podstawa. I nie osiągniemy tego w ciągu jednego dnia. To proces ciągły, którego pierwsze skutki zauważymy po tygodniu. W zależności od organizmu powinniśmy wypijać od 4 do 8 szklanek. Takim papierkiem lakmusowym jest nasz mocz. Powinien być prawie przezroczyty. Nie zaczynajmy dnia od kawy bo ona odwadnia.
    Po wypiciu tych dwóch szklanek, co dalej?
    Potem poranna kąpiel i przygotowanie śniadanka. Najczęściej są to jajka. W każdej postaci. Jajko jest jedyną substancja w przyrodzie, które ma wszystkie potrzebne nam aminokwasy, i to w takiej proporcji, jakiej my potrzebujemy
    Do tego sałaty, warzywa i kromkę ciemnego chleba na zakwasie, który sam piekę. Pół godziny później, z wielką przyjemnością, wypijam kawę.
    Na obiad staram się zjeść jak najwięcej warzyw, które gotuję na parze. Do tego kawałek mięsa albo ryba. Najbardziej lubię łososia na parze, którego dzień wcześniej marynuję w przyprawach.
    Największym błędem w naszej diecie są tłuszcze. Używamy nie tych co trzeba. Powinniśmy jeść tłuszcze Omega 3 (olej lniany) i Omega 6 (słonecznikowy, rzepakowy), ale tłoczone na zimno w towarzystwie sporej ilości zieleniny. Pamiętajmy też o odrobinie soli, która jest niezbędna w procesie trawienia.
    Niestety, oleje rafinowane są wyjałowione z wartościowych składników, np. brakuje im chlorofilu, witaminy E, beta karotenu, żelaza, wapnia, magnezu, miedzi i fosforu, a Omega 3 i 6 są zjełczałe. Podczas procesu rafinacji stosuje się bardzo wysokie temperatury, często przekraczające 200ºC.
    To na czym usmażyć schabowego?
    Najlepiej na smalcu lub oleju kokosowym. Ale wcześniej warto spożyć coś co spowoduje zakwaszenie naszego żołądka czyli , wytworzy kwasy i przygotuje go do strawienia posiłku głównego. Żurawina lub łyżka octu jabłkowego, albo cokolwiek innego zawierające witaminę C. To dlatego w restauracjach przed daniem głównym często podawane są przystawki, które zakwaszają żołądek.
    Ma Pan jakieś hobby?
    Gotowanie (śmiech). Robię to tylko dla rodziny i przyjaciół.
    A co jest Pana popisowym daniem?
    Wędzony łosoś na zimno. Samodzielnie piekę też razowy chleb i do tego wędzę jeszcze polędwice i boczki. I do tego czerwone i białe winko.
    Bardzo dziękuje za rozmowę i życzę dużo zdrowia i sukcesów.
    Rozmawiał Janusz Klimenko
    Fot. Agata Cedro

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *