ryby turcja
  • Smak i zapach Turcji

  • Majowy weekend był w tym roku wyjątkowo długi i… wyjątkowo chłodny, momentami wręcz zimowy. Po słońce trzeba było gdzieś polecieć. Miejscem atrakcyjnym cenowo i turystycznie jest oczywiście Turcja. Nie namyślaliśmy się długo. Lotnisko w Dreźnie, ok 3 godzin lotu i na zewnątrz 25 stopni.

    Przylecieliśmy do Side, miejscowości na Tureckiej Riwierze. Małe 20-tysięczne miasteczko przed sezonem jest raczej senne, ale nam to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. W sezonie jednak miasto jest jak pszczeli ul. Przyjeżdża dzięsiątki tysięcy turystów. Zapisy historyczne mówią, że wakacje spędzała tu sama Kleopatra.
    Stare miasto, położone na niewielkim cyplu okala z trzech stron Morze Śródziemne. Piękne widoki i miła atmosfera, choć ceny wyraźnie zawyżone i wszystko w euro. Mnóstwo nachalnych naciągaczy i restauracyjnych naganiaczy.
    Co warto zobaczyć w Side
    Na pewno świątynię Apollina, którą najlepiej zwiedzić w godzinach porannych (niewielu turystów). Koniecznie trzeba zajrzeć do antycznego teatru. Budowla z czasów rzymskich (II w.), ale architekt był prawdopodobnie Grekiem (albo też pokochał grecką architekturę), dlatego powszechnie sądzi się, iż teatr istniał już w czasach hellenistycznych, a Rzymianie jedynie go przebudowali.
    Teatr jest jednym z niewielu przykładów wolno stojącej struktury tego
    typu, nieprzypiętej do zbocza jakiejś góry czy chociażby wzniesienia.
    Z górnych rzędów budowli dobrze widać powstałą również w II w. agorę handlową (obecnie nieudostępniona zwiedzającym). Prawie kwadratowy plac o ok. 90-metrowych bokach otaczały ze wszystkich trzech stron doryckie portyki. Mieściły się w nich sklepy, niektóre otwarte na agorę, a inne na ulicę kolumnową (między muzeum a agorą). Pośrodku placu stała okrągła świątynia (tolos) poświęcona Tyche, bogini fortuny i przypadku.
    W czasach bizantyńskich albo jeszcze w późnym antyku od teatru w prawo i lewo do morza pociągnięto mury obronne, także tylna jego część stanowiła dość mocny ich element. Daleko po prawej stronie, przy samym morzu, był jeszcze jeden plac – agora miejska, nieco mniejsza, ale równie majestatyczna, ozdobiona jońską kolumnadą dźwigającą przyległe przedsionki. Stała przy niej biblioteka, w której ruinach znaleziono kilka wspaniałych posągów (obecnie w muzeum). Budynek składał się z trzech pomieszczeń, jedno było czytelnią, inne archiwum, a środkowe było przeznaczone dla cesarza, a raczej dla jego kultu.
    We wschodniej części wykopalisk, blisko murów, leżą ruiny bazyliki, która wybudowana w V w., służyła jako katedra rezydującemu tu biskupowi. Jego rezydencja stała w pobliżu kościoła, ale nie zachowało się z niej wiele oprócz kilku fragmentów ścian i pozostałości małej kaplicy z trzema rzędami siedzeń.
    Warto zajrzeć do muzeum, które znajduje się w dawnych łaźniach rzymskich (V w.). Zbiory obejmują przede wszystkim eksponaty znalezione w Side, w tym kilka posągów i wiele architektonicznych części antycznych budowli oraz interesujące sarkofagi.
    Nie samą sztuką człowiek żyje. Jedzenie w Turcji to sama przyjemność. Mimo że w hotelu mieliśmy all inclusive, prawdziwie smaki znajdują się w mieście. Mieszają tu smaki Europy, Azji i Afryki. Pierwsze co przychodzi na myśl to kebab. O najlepszy warto zapytać miejscowych albo zaobserwować gdzie gromadzą się tubylcy. Polecamy wersję durum czyli kebaba zawiniętego w placek. Warto spróbować także döner kebaba opiekanego na pionowym ruszcie, a także sis kebab (smażony jak szaszłyki) lub iskender kebab (serwowany na talerzu i polewany obfitą ilością masła, śmietany i sosu pomidorowego) i wiele innych odmian, których nazw nie sposób zapamietać.

    Co jeszcze? Lavas cienkie jak pergamin placki, stanowiące bazę dla kilku tureckich potraw. Najczęściej jest to farsz np. serem lub szpinakiem, złożonego na pół i zapiekanego na dużej gorącej płycie.
    Warto spróbować tureckiej pizzy, którą nazywają Pide. Placek z ciasta wypełniony farszem (najczęściej mięsem, serem i przyprawami), wypiekany na kształt łódki. Polecamy także Lahmacun, placek z cienkiego ciasta z dodatkiem drobno siekanego mięsa, pietruszki, czosnku lub cebuli i pikantnych przypraw. Tuż przed jedzeniem placek skrapia się sokiem z cytryny i zwija w rulon przypominający naleśnik.
    Turcja jako kraj nadmorski oferuje także ryby i owoce morza. Każda restauracja ma je w menu. Tu drobna dygresja. Może niektórych to zdziwi, ale do obiadu nie można zamówić piwa, o mocniejszych alkoholach nie wspominając. I nie ma się co burzyć, w końcu to kraj muzułmański, a oni nie piją. Zamiast piwa warto zamówić Ayran czyli gęsty jogurt z dodatkiem wody i odrobiny soli. Napój wyborny.
    A co na deser? Oczywiście ciasta tonące w miodzie, obsypane orzechami, migdałami i nie wiadomo czym jeszcze. Przepyszne, ale bardzo kaloryczne. Warto spróbować lodów. Co prawda nie przypominają tych naszych, ale są równie smaczne. Przygotowywane są na bazie koziego mleka o gumowatej konsystencji. Do tego mieszanka cukru, mąki salep i mastyksu, dzięki czemu nie roztapiają się w upale w mgnieniu oka i mocno trzymają na swoim miejscu.
    Jeśłi lody jemy w kawiarni warto zamówić herbatę lub kawę po turecku. Ta pierwsza jest mocna i słodka, nazywana czaj. Pije się ją wszędzie i do wszystkiego o każdej porze.
    Kawa po turecku jest wyjątkowo dobra. Gęsta i podawana w niewielkiej filiżance. Mocna i stawia natychmiast na nogi.
    Będą w Turcji nie sposób ominąć bazarów, ale tych z przyprawami, warzywami i owocami (targowiska z ubraniami można sobie darować, jedna wielka podróbka).
    Fantastyczne zapachy herbat, ziół i wszelkich dóbr przywiezionych z głębokiego interioru rozkładają na łopatki. Warto wypić świeżo wyciskanych soków z pomarańczy, grejpfrutów czy granatów. Niebo w gębie.
    Tydzień szybko minął i trzeba było wracać. Ale to nie jest nasze ostatnie słowo w kwestii tureckiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *